22 czerwca 2014

Po długiej przerwie

Hej.

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tu zaglądałam. Odkąd całe dnie spędzam w pracy, w domu nie mam już ochoty włączać komputera. Dodatkowo od kilku dni jestem chora. Zaczęło się  od gardła, później przyszedł katar, a w tej chwili duszę się kaszlem. Także nie jest za ciekawie!
Ostatnio zaczęłam znowu za dużo myśleć i naszło mnie, żeby wrzucić tutaj kilka swoich "żali", przemyśleń i tym samym sobie trochę ulżyć...
W zasadzie wszystko dotyczy pracy. Wychodzę z domu o 7:00 i wracam o 19:30. Z tego jakieś 3 h spędzam w autobusie. Czasem śpię, dużo czytam, słucham, co mówią ludzie (tak, po prostu podsłuchuję, mimowolnie...).
W pracy jestem zazwyczaj godzinę przed czasem, jem śniadanie, którego nie jem w domu, ogarniam podłogi, siadam do komputera, zazwyczaj jeszcze przed 10:00, mimo, że nie muszę.
Szefowa przychodzi zawsze spóźniona, 10 minut, godzinę albo i 3, bo ma "coś do załatwienia". Wychodzi też wcześniej, kiedy ja siedzę zwykle do tej 18, a później na łeb na szyję lecę na autobus. W soboty miałam nie pracować, miałam.
Pewnie to dość powszechne zjawisko, nie jestem jedyna, która robi za dwie, ale ostatnio mam wrażenie, że ja czuwam nad wszystkim, poza kasą. 2 miesiące pracy to chyba za szybko, żeby dobrze kierować firmą. Dla mnie na pewno, bo jeszcze nie czuję się na tyle pewnie, by samodzielnie podejmować decyzje, działać w pełni efektywnie.
Początkowo, wracając do domu czułam luz, teraz zasypiam z myślą, o czym zapomniałam. Popełniam błędy cały czas, ale uważam, że mam do tego prawo. Jednak chyba nie jest najgorzej, skoro są dni, kiedy sama wszystkim kieruję, bez jakiegokolwiek nadzoru?
Czekam tylko na moment, kiedy posypie się masa uwag i pretensji... W głowie kłębią mi się myśli, jak miałabym wtedy zareagować. Że trzeba było pilnować interesu, a nie przychodzić do pracy na pół dnia, odpowiadać wyczerpująco, jak pytałam, w jaki sposób co zrobić, a nie "jak uważasz", że jak jej się nie chce, to dlaczego mnie ma się chcieć, jeszcze za takie pieniądze..? Że mój zapał nie jest już taki jak na początku, bo zorientowałam się, że od początku nie była wobec mnie szczera, a ja kłamstwa nie cierpię.
Dziś mijają równe dwa miesiące odkąd zaczęłam i właśnie po tym czasie przyszedł pierwszy kryzys.
Gdybym miała sama siebie ocenić, uważam, że idzie mi dobrze, ale cały czas się uczę. A bez nauczyciela idzie to nieco ciężej i wolniej. Zastanawiam się, jak z jej perspektywy to wygląda: Czy jest na tyle dobrze, że powierzyła mi większość obowiązków, czy taka z niej "bizneswoman" jak z większości prywaciarzy w Polsce?
To chyba wszystko, dobrze było zebrać myśli w jednym miejscu. A obrazki takie kolorowe i przyjemne, bo niedługo wakacje i pasują do tematu, że tak powiem.